rat Leonard Ego vobis vos mihi
Strona główna
kongregacja Monte Corona
Erem Monte Corona - wyprawa
Życie codzienne w klasztorze
Bielany
Bieniszew
Dawne eremy polskie
Brat Leonard
Ludwik Zarewicz
Galeria
Modernizacja
Kontakt
Brat Leonard W poniedziałek 10 stycznia 2011 roku odszedł najstarszy kameduła na świecie, brat Leonard Hodlik, który przeżył 93 lata, z czego w eremie kamedulskim 72 lata.
Uroczysty pogrzeb odbył się w sobotę,
15 stycznia, w Eremie Pięciu Braci Męczenników w Bieniszewie koło Konina.

Fragment głosu Brata Leonarda

Brat Leonard się śmieje. Szczerym, szerokim uśmiechem człowieka szczęśliwego. Pokazuje różaniec, który właśnie skończył robić i wiesza na nim wiadro napełnione wodą. Nie, to nie profanacja. To widoczny dowód rzetelności jego pracy, bo różaniec musi być tak mocny, żeby wystarczył na całe życie, żeby żadne przeciwności go nie rozerwały.

Oto pracownia różańcowa: naturalne owoce rosnące na krzewach, a popularnie zwane „łzami Chrystusa”. Szare, z lekkim połyskiem. Obok sprężynki do ich łączenia, druciki, krzyżyki, fragmenty łańcuszków i najróżniejsze narzędzia. Wszystko po to, by precyzyjnie wykonać swoją pracę. „Tu nie da się niczego oszukać” - przekonuje brat Leonard - „paciorki muszą być starannie dobrane wielkością i odcieniem, a poszczególne dziesiątki tej samej długości". To niewiarygodne, jak te wielkie, strudzone dłonie mnicha, który w klasztorze spędził ponad sześćdziesiąt pięć lat na modlitwie i kontemplacji, a w przerwach oddawał się głównie fizycznym zajęciom, potrafią precyzyjnie spełnić swoje zadanie. „Tylko oczy już nie te” - dodaje brat.

Swój pierwszy różaniec zrobił podczas wojny. Zajęło mu to tydzień. Od tego czasu wykonał ich tysiące i doszedł do takiej wprawy, że na przygotowanie jednego potrzebuje tylko godzinę i dziesięć minut. Stara się dokładnie przestrzegać tego czasu, gdyż jego plan to pięć różańców dziennie. Zaczyna o 8.00 rano. Dla zakonników to już połowa dnia: wstają przecież o 3.30, a brat Leonard przyznaje, że on sam robi sobie pobudkę prawie godzinę wcześniej. Tyle osób prosi go o modlitwę, tyle ma powierzonych intencji, które chce przedstawić Panu Bogu, że szkoda czasu na spanie. Dawniej, do Soboru Watykańskiego II, zakonnicy przychodzili do kościoła na pierwsze modlitwy już o północy i, choć minęło kilkadziesiąt lat, to najstarsi budzą się o tej porze prawem przyzwyczajenia. Brat Leonard jest bodaj czy nie ostatnim świadkiem pamiętającym zanikające powoli dawne, zniesione częściowo przez Sobór Watykański II, obyczaje kamedulskie. Wcześniej wszyscy mnisi zapuszczali długie, sięgające aż do piersi brody i golili głowy, na których tylko kapłani zostawiali wąską obwódkę z włosów, tzw. koronę. Odstąpiono od tego w II połowie XX wieku i brat Leonard żartuje, że wówczas kamedułom korony z głów pospadały. Zaniechano także noszenia przy habicie tzw. koronki kamedulskiej.

Brat Leonard Hodlik - chodząca historia polskich kamedułów, kronika odchodzących w niepamięć drobnych zdarzeń, pozornie mało ważnych incydentów, zmieniających się obyczajów, tego wszystkiego, co tak naprawdę tworzy niepowtarzalną i niezwykłą całość. Fenomenalna pamięć dzięki której twarze na fotografiach sprzed pół wieku odzyskują imiona, nazwiska i swoją tożsamość, a fakty odnajdują się w czasie. A przy tym ogromne poczucie humoru, cięte riposty i niesamowita orientacja w teraźniejszości na przekór pozornego odcięcia od świata. Inteligencja pomimo braku wykształcenia, mądrość życiowa i życzliwość dla ludzi i świata dzięki życiu spędzonemu w pustelni. O swoich początkach u kamedułów opowiada chętnie. 20 stycznia 1939 roku, dokładnie w dzień swoich dwudziestych pierwszych urodzin wstąpił do, znajdującego się niedaleko jego domu rodzinnego klasztoru w Bieniszewie koło Konina. To był czwartek. Brat Leonard pamięta, że na obiad dostali wtedy zupę pomidorową, ziemniaki z kapustą i dwa śledzie. „A ja za śledziami jak kura za pszenicą” - śmieje się. Jedenastego lutego został skierowany na krakowskie Bielany, gdzie wówczas znajdował się nowicjat. Podróż z Konina do Krakowa pociągiem trzeciej klasy z trzema przesiadkami trwała prawie dobę.

Spoglądając na swoje życie spędzone za murami eremu brat Leonard nie może nadziwić się, że pozostając w zamknięciu tyle przeżył i tyle różnych zawodów musiał się wyuczyć. Przez ponad czterdzieści lat zajmował się pszczołami i jak sam mówi ze śmiechem „znamy się tak dobrze, że żadna mnie nie oszuka, która królowa, która robotnica, a który truteń”. Potrafi zresztą z zapałem opowiadać godzinami o ich obyczajach i tajnikach wytwarzania miodu, a także jego spożywania. Przestrzega zawsze, że nie wolno podgrzewać miodu do temperatury wyższej niż 40ºC, gdyż zostaje z niego sam cukier, zaś najodpowiedniejszym momentem na picie wody z miodem jest środek nocy, połowa snu. Przez wiele lat miał brat Leonard okazję obdarowywać miodem kamedulskim i udzielać podobnych rad tym zainteresowanym, którzy odwiedzali Bielany. Był bowiem furtianem i z radością przyjmował wszystkich mających potrzebę przebywania w tym niezwykłym miejscu. Teraz, w jesieni życia, brat Leonard zapragnął powrócić w rodzinne strony, do klasztoru w Bieniszewie, do którego wstępował i w którym piętnastego sierpnia 1947 roku razem ze swoim kolegą z ławy szkolnej, bratem Kandydem, składał uroczystą profesję zakonną na ręce przeora ojca Floriana Niedźwiadka. Wówczas śluby wieczyste składał także, urodzony w 1911 roku, brat Doroteusz.

Pytany o tajemnicę witalności przypomina, że kiedy skończył siedemdziesiąt lat, zwierzył się ówczesnemu przeorowi ojcu Piotrowi Rostworowskiemu, że chyba dotarł do kresu życia. Wówczas usłyszał, że o starości można mówić, gdy przeżyje się 1000 miesięcy czyli 83 lata i 4 miesiące. To moment, gdy człowiek staje niejako na pasie startowym. Brat Leonard, rocznik 1918 śmieje się: "Paszport już mam, teraz czekam na wizę!"

Powyższy tekst jest fragmentem książki Marzeny i Marka Florkowskich „Kameduli”. Copyright by Marzena i Marek Florkowscy Żaden fragment powyższego tekstu nie może być kopiowany ani przedrukowywany bez pisemnej zgody autorów

  Strona główna | Kongregacja Monte Corona |Erem Monte Corona - wyprawa
Życie codzienne w klasztorze | Bielany | Bieniszew | Dawne eremy polskie | Brat Leonard
Ludwik Zarewicz | Galeria | Modernizacja Domu Fundatora i Infirmerii | Kontakt
 
 PRYWATNA STRONA MARZENY I MARKA FLORKOWSKICH
  

www.kameduli.info

Copyright 2017 MMF. Żaden fragment tekstu/zdjęć prezentowanych na tej stronie
nie może być
wykorzystany, ani reprodukowany bez pisemnej zgody.

Wykonanie i obsługa: © Verbanet,MMF 2017